Dyskusja o tym, która opcja jest lepsza – first czy last minute – przypomina nieco dywagacje o wyższości jednych świąt nad drugimi. Zwolennicy każdej z tych wakacyjnych opcji mają swoje żelazne argumenty, zresztą bardzo rozsądne i słuszne. Oferty przedsprzedaży w biurach turystycznych nadal ustępują pola swoim konkurentom „z ostatniej chwili”, wielu z nas przyswoiło sobie bowiem przekonanie, że tylko wyprzedaże i końcówki serii pozwalają ubić naprawdę korzystny interes. Tymczasem wakacyjny wypoczynek opłaca się starannie zaplanować.

wakacje first minute

Urlop – rzecz bezcenna

Zabiegani, wiecznie gdzieś spóźnieni, obarczeni mnóstwem obowiązków, zadań i celów zapominamy o tym, jak ważny jest wypoczynek, który pozwoli solidnie doładować baterie. W takich warunkach przez głowę często przelatuje myśl, że „może by rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady”. Freelancerzy, których nie wiąże firmowy plan urlopów, przedsiębiorcy, którzy sami sobie wyznaczają reguły gry to osoby, których sytuacja zawodowa pozwala na to, by niemal z dnia na dzień podjąć decyzję o wzięciu wolnego. Zdarzają się niestety też przypadki, gdy urlop trzeba od pracodawcy wyegzekwować siłą, cudem lub jednym i drugim naraz. We wszystkich tych przypadkach oferty last minute są idealnym rozwiązaniem, ponieważ pozwalają wyjechać na wakacje często nawet już następnego dnia.

Jeśli jednak okoliczności nam na to pozwalają, warto rozważyć zupełnie inne podejście. Zamiast „łapać lasta”, można w spokoju zastanowić się, gdzie i jak chcemy spędzić wakacje, ile pieniędzy możemy oraz chcemy na to wydać i kiedy urlop będzie nam najbardziej na rękę. Jeśli będziemy mieć już odpowiedź na te pytania, można zacząć szukać najlepszej oferty w promocji first minute.

First minute czyli kiedy?

Oferty przedsprzedażowe mają sezonowy charakter i pojawiają się z dużym wyprzedzeniem. Bywa, że następny zimowy wypoczynek można już zacząć planować zaraz po powrocie z tegorocznych ferii. Podobnie ma się sprawa z wakacjami – w maju i czerwcu o first minute na najbliższe lato nawet nie ma co myśleć. Ktoś może powiedzieć, że planowanie urlopu niemal rok wcześniej jest absurdem. Otóż nie do końca.

Dla jednych synonimem udanego wypoczynku jest wysokiej klasy hotel z kilkoma basenami i mocno świecące słońce nad głową, dla innych – piesze wędrówki po Kaukazie, obojętnie przy jakiej pogodzie. Niezależnie od upodobań, każdy z nas ma bardzo precyzyjne oczekiwania odnośnie sposobu podróżowania, standardu miejsc, w których się zatrzymamy i kierunków, w które chcemy się wybrać. Decydując się na ofertę last minute akceptujemy (choć często nie w pełni świadomie) ryzyko, że na przykład trafimy do od dawna nie remontowanego hotelowego pokoju bez widoku na morze, a oprócz niższej ceny biuro podróży nie zagwarantuje nam zbyt wielu dodatkowych atrakcji. Mówiąc wprost, dostaniemy „resztki” po tych, którzy zarezerwowali ofertę wcześniej. W niektórych przypadkach klient korzystający z turystycznej „końcówki serii” do ostatniej chwili nie wie, w jakim hotelu przyjdzie mu spędzić urlop. Na takie coś powinni decydować się wyłącznie ci, którzy w hotelowym pokoju tylko się prześpią, umyją zęby i ruszą dalej w świat. Pozostali mogą wrócić z urlopu z wypełnionymi już formularzami reklamacji.

Zalety wakacyjnej przedsprzedaży

pociag podróże wakacje

Biura podróży to przedsiębiorstwa nastawione na zysk, zarabiające na naszym pragnieniu wypoczynku, działające w warunkach wysokiego ryzyka. W ich przypadku każde, nawet najmniejsze zawirowanie pogodowe, gospodarcze czy polityczne na drugim końcu świata może się skończyć finansową katastrofą. Zarówno zagraniczne, jak i polskie biura podróży, np. Itaka, cenią sobie zatem klientów, którzy pozwalają im z wyprzedzeniem zaplanować przyszłe sezony i rewanżują się dobrymi ofertami. Przeglądając je można znaleźć propozycje równie atrakcyjne cenowo, jak w przypadku okazji na zakończenie sezonu. Rabaty sięgają nawet 40 procent, można zapłacić za wyjazd w ratach, a dodatkowo operatorzy mają w zanadrzu szereg dodatkowych magnesów, którymi przyciągają klientów. Wielu z tych bonusów nie uświadczymy w propozycjach last minute.

Oprócz dobrej ceny mamy też na przykład: zniżki na miejsca hotelowe dla dzieci, tańsze opłaty za bagaż lotniczy, dodatkowe punkty w programach lojalnościowych, upominki, wliczone już w koszt wycieczki fakultatywne, pakiety ubezpieczeń i rabaty na przewodniki turystyczne.

Każde biuro kusi na swój sposób, ale profesjonalistów poznać po jednym – gwarantują, że cena za wakacyjny wyjazd nie zmieni się już. W tym przypadku klienta nie obchodzi ewentualny wzrost cen walut, biletów lotniczych, opłat lotniskowych, portowych i hotelowych. To ryzyko operator bierze w całości na siebie.

Nie zawsze też oferta first minut oznacza, że nie możemy przebudować wakacyjnych planów. Często biura umożliwiają zmianę rezerwacji, wyznaczają jednak na to określony termin. Bywa też, że przy wykupie takiej oferty można skorzystać też z ubezpieczenia na wypadek rezygnacji. Wtedy wilk będzie syty, i owca cała.

Nie dla każdego

Oprócz niewątpliwych zalet first minute są jednak też i minusy. Największym z nich jest konieczność... zaplanowania urlopu. Wbrew pozorom to spory wysiłek, jak przy podejmowaniu każdej decyzji. Trzeba wiedzieć, czego chcemy, gdzie i kiedy. Zgrać terminy swoje, partnera, dzieci, współpracowników. Samemu dokonać wyboru spośród bogatej palety możliwości, biorąc potem odpowiedzialność za ów wybór. Być może brzmi to śmiesznie, ale wielu wczasowiczów naprawdę woli złapać coś w ostatniej chwili, a potem ponarzekać, że z okna nie było widać morza, a dostępna plaża była pięć kilometrów dalej.

Opcja ta będzie też kłopotliwa, jeśli na krótko przed wyjazdem wydarzy się coś, co nam go uniemożliwi. Może się wówczas okazać, że stracimy część pieniędzy lub trzeba będzie szybko znaleźć innego uczestnika (taką opcję biura na ogół dopuszczają). Zdarzenia losowe mają jednak to do siebie, że zawsze coś komplikują i nigdy się nie zapowiadają. Nie powinniśmy walczyć z czymś, na co nie mamy wpływu...

A może jednak na ostatnią chwilę?

To też jest dobre rozwiązanie, często wręcz jedyne dla tych, którzy nie mogą lub nie potrafią zaplanować wypoczynku z dużym wyprzedzeniem. Oprócz atrakcyjnej ceny pojawia się też pewien dreszczyk emocji, bo wielu z nas wprost uwielbia polować na okazje. W niektórych krajach oferty last minute rozwinięte są do tego stopnia, że wystarczy spakować walizkę, udać się na lotnisko i tam kupić naprawdę ostatnie z ostatnich miejsc w samolocie i hotelu. Takie urlopowe szaleństwo nie każdemu jednak sprawi radość.

Nie da się ukryć, że to opcja first minute jest bardziej „slow”. W tym przypadku zaczynamy się delektować myślą o wypoczynku na długo, zanim on nadejdzie. Cieszymy się wizją urlopu uszytego na miarę, mamy też większe szanse, że pozałatwiamy wszystkie pilne sprawy i wyjedziemy z czystym umysłem. Rozkładamy koszty wakacji w czasie, nie stresując się spiętrzonymi wydatkami, spokojnie kompletujemy bagaż i wreszcie zostawiamy codzienność za sobą, otwarci i przygotowani na nowe doświadczenia.


Komentarze (0)

Ocena 0 z 5 na podstawie 0 głosów
Nie ma tu jeszcze żadnych komentarzy

Skomentuj

Opublikuj komentarz jako gość.
Załączniki (0 / 2)
Udostępnij swoją lokalizację

ŚWIEŻO UPIECZONE

Smak Pomorza: zupa bursztynowa
Śląskie skarby – Nikiszowiec
Bursztyn – na szyję, do ognia, do zupy
Cały ten bałagan
Czysta kartka na Nowy Rok
Wakacje first minute – brzmi jak dobry plan
Barszcz czerwony, który się zawsze udaje
Zakwas na barszcz Mamy Oliwka
Świąteczne SOS dla domowych wypieków
Gwiazdkowe prezenty, którym nic nie dorówna
ArrowArrow
ArrowArrow
Slider