Fot. materiały prasowe / Spectator

Za oknem prószy śnieg. Jest wieczór, niedzielny wieczór tuż przed mikołajkami. Ciemno, zamglone niebo, nie widać księżyca, który jeszcze wczoraj świecił mi prosto w oczy. Czuję zimę i powoli niknę we wspomnieniach.

Fot. Komplizen Film

Gdybym miała układać listę filmów, które zapadają w pamięć, pozostawiając w niej „coś”, do czego powracają myśli, w tym spisie na pewno znalazłby się „Toni Erdmann” Maren Ade.

Jeśli już musisz wyjść dziś z domu, sprawdź kilka razy, czy zamknąłeś drzwi, ostrożnie przechodź przez jezdnię i jak najszybciej wracaj w bezpieczne cztery kąty. Dziś piątek trzynastego. Licho nie śpi!

Co się stało, że w końcu – trudno się przyznać, ale po kilku miesiącach – poszłam do kina? Co się stało, że zmusiłam się, aby wsiąść w samochód w mroźny wieczór na początku 2017 roku i zdecydowałam, iż spędzę prawie dwie godziny w sali kinowej, która ani nie nowoczesna, ani dobrze ogrzana? Powód był jeden – nowy Jarmusch na ekranie.

Siła rażenia dokumentów zasadza się na ich wiarygodności. I choć filmowi Malika Bendjelloula krytyka zarzuca pewną nierzetelność, mitologizację, częściowe rozminięcie z rzeczywistością, to jednak historia jest wiarygodna. Dotyczy mianowicie jednego z aspektów biografii Sixto Rodrigueza – piosenkarza nieznanego w kraju urodzenia (Stanach Zjednoczonych), który odniósł niewiarygodny sukces w RPA.

Jest coś w jego filmach, co pozostaje w głowie i tli się miesiącami podczas wieczornych myśli o przeżytych chwilach. Mnie się tli. Gdy rytualnie siadam w zaciemnionym pokoju i zastanawiam się, co warte spisania, co może skłonić innych, żeby poszukać, znaleźć i później trawić, jak ja trawię swoje doświadczenia.

Nie ma sensu się zastanawiać ani szukać egzystencjalnej głębi. Ten film jasno i wyraźnie przedstawia to, co - uśpione - może drzemać w każdym z nas.

„Bóg mordu”, „Czas secondhandu”, „Przelotni kochankowie” – czy byłoby dobrze, gdyby tytuły filmów były jedynym wskaźnikiem ich treści? Tytuły to pierwsze wrażenie, które jest zapowiedzią dalszych doznań. Na ich podstawie tworzy się obraz, który można i warto podeprzeć recenzją albo opisem książki, czy filmu. Rzadko to robię, kierując się w wyborze raczej autorem, reżyserem, także obsadą.

Mark Twain zażartował kiedyś, że ludzie pochodzą od małpy, ale rudowłosi od kotów. Od zawsze dostrzegano ich inność, bano się ich lub z nich szydzono. Wzbudzali też jednak podziw – kojarzono ich z nieziemskim pięknem i płomiennym pożądaniem. Jakie było życie rudych na przestrzeni wieków i czemu dziś tak chętnie nadajemy włosom ogniste odcienie?

Poznali się przypadkiem – Michał Ambrzykowski, którego pasją od dziecka było rysowanie i Kajetan Kusina, słynący z szalonej wyobraźni. Dzięki ich znajomości narodził się Ivan Kotowicz – gadający kot, zachwycony ideą komunizmu, rozpoczynający właśnie swoją największą przygodę życia. 

NA DOKŁADKĘ

Śląskie skarby – Nikiszowiec
Śląskie skarby – Nikiszowiec
Cały ten bałagan
Cały ten bałagan
Czysta kartka na Nowy Rok
Czysta kartka na Nowy Rok
Wakacje first minute – brzmi jak dobry plan
Wakacje first minute – brzmi jak dobry plan
Barszcz czerwony, który się zawsze udaje
Barszcz czerwony, który się zawsze udaje
Zakwas na barszcz Mamy Oliwka
Zakwas na barszcz Mamy Oliwka
Świąteczne SOS dla domowych wypieków
Świąteczne SOS dla domowych wypieków
Gwiazdkowe prezenty, którym nic nie dorówna
Gwiazdkowe prezenty, którym nic nie dorówna
Arrow
Arrow
Slider