Jest coś w jego filmach, co pozostaje w głowie i tli się miesiącami podczas wieczornych myśli o przeżytych chwilach. Mnie się tli. Gdy rytualnie siadam w zaciemnionym pokoju i zastanawiam się, co warte spisania, co może skłonić innych, żeby poszukać, znaleźć i później trawić, jak ja trawię swoje doświadczenia.

02 Moment zadumy nad DumontemKadr z filmu „Mały Quinquin”

Dzisiaj o Bruno Dumoncie. A właściwie o „Małym Quinquinie” z 2014 roku i „Camille Claudel 1915” (2013), w której postać wcieliła się Juliette Binoche.

We francuskim kinie jest dużo miejsca na niedopowiedzenia. Te przestrzenie od lat skutecznie eksplorują reżyserzy i scenarzyści, świeżo obrazując i treść, i formę. U Dumonta forma gra główną rolę. W kadrach Francuza mocno zakorzeniona jest też treść, jednak obrazy zakotwiczają się w pamięci na stałe - wątki o wiele szybciej ulatują w nieznane. To niewątpliwie kino awangardowe, artystyczne par excellence. Nic w tym dziwnego, skoro reżyser przyznaje, że jego mistrzami są Stanley Kubrick, Ingmar Bergman, czy Pier Paolo Pasolini. Do tej wyliczanki Bruno Dumont dołącza także Roberta Rossellini'ego i Abbasa Kiarostami. Jednocześnie jest uznawany za artystycznego spadkobiercę Roberta Bressona.

Twórcę wyróżnia nietypowy styl pracy. Nie pisze klasycznych scenariuszy, tworzy powieści, które następnie są wyjściową dla reżysera. Na planie Dumont stosuje długie ujęcia, skupiając się przede wszystkim na ludzkich ciałach, dzięki czemu kamera świetnie oddaje skrajne emocje i zachowania. To podejście łączy twórczość reżysera z francuskim nurtem kina ciała, który obejmuje filmy m.in. takich twórców, jak Gaspar Noé, czy Francois Ozon.

02 Moment zadumy nad Dumontem (2)   Bruno DumontBruno Dumont (fot. vvooster via Flickr.com)

Dumont chętnie wciela w filmowe role naturszczyków. Amatorskie odtworzenie harmonijnie łączy się z grą profesjonalnych aktorów. Tym mocniej uwiarygadnia filmowy przekaz – widz wchodzi w rzeczywisty obraz emocji, a nie tylko kreacjonistyczne odwzorowanie świata przedstawionego. Twórczość Francuza, choć hermetyczna, artystowska i wymagająca, czaruje publiczność świeżością i niespodziewanymi zwrotami akcji jako treści oraz akcji jako formy.

Zarówno „Mały Quinquin”, jak i „Camille Claudel 1915” łączą charakterystyczne dla dorobku Dumonta elementy. Juliette Binoche, wcielająca się w postać tytułowej artystki, jest ekranowym samograjem. Dzięki skupieniu na detalu – w tym przypadku detalu ludzkiego ciała – otrzymujemy obraz pełen skrajnych emocji, realny i mocny, mimo że wydaje się, iż akcja toczy się w zwolnionym tempie, gdzieś obok, jakby poza kadrem. Szpital dla nerwowo chorych jest areną ludzkich namiętności, wykoślawionych i momentami nierzeczywistych, mocno – z naciskiem i artystycznym kunsztem – wgryzającym się w świadomość. Autentyczne role, odgrywane przez osoby z upośledzeniami, powodują, że film staje się świadectwem, a nie jedynie ekranową fikcją. Jednocześnie oszczędność w dialogu, skupienie na proksemice sprawiają, że widz wchodzi w świat relacji pozawerbalnych, odczytując przestrzenne kody relacji między aktorami. „Camille Claudel 1915” daleko do biografii. Tym, którzy oczekują linearnej historii, bądź kinowego relaksu, nie polecam tego filmu. Dzieło Dumonta wymaga od widza pełnego skupienia, zmuszając do swoistej emocjonalnej wiwisekcji, co nierzadko może powodować chęć wyjścia z sali.

02 Moment zadumy nad Dumontem (2)Kadr z filmu „Mały Quinquin”

Nieco inaczej sprawa przedstawia się z „Małym Quinquinem”. Choć w tym długim ponad 3-godzinnym filmie od razu czuje się oko Brunona Dumonta, tym razem do głosu dochodzi specyficzny, wyrafinowany żart i burleskowa ironia. To 4-odcinkowa czarna komedia, którą Dumont zrealizował dla telewizji Arte. Przeniesienie serialu na ekran kinowy dało niesamowite efekty. Z cząstek wyłonił się ostry obraz, przedstawiający tkwiące w ludziach zło oraz poruszający problemy nietolerancji, terroryzmu i rasizmu. Bohaterowie to naturszczycy, podobierani tak, że charakterystyczne dla Dumonta ujęcia twarzy, uwydatniające tkwiące w ludziach niedoskonałości, przenoszą się także na cielesność. Twarze aktorów są nieproporcjonalne, wykrzywiają je grymasy, czy niekontrolowane tiki. Tytułowy Quinquin (Alane Delhaye) to wiejski łobuziak, który zaskakuje nie tylko fizjonomią, ale i okrucieństwem. Kto wie, czy to okrucieństwo nie jest sygnałem pierwotnej natury człowieka? Może i tak, skoro prowadzący śledztwo - komendant Van der Weyden (Bernard Pruvost) - prowadzi filozoficzne monologi na temat przyczyn zła.

Spowolniona akcja filmu, który kręcono we Flandrii, ogniskuje się również na naturze. Co rusz na pierwszy plan wysuwają się malownicze, zielone pagórki i lasy, czy wybrzeże Morza Północnego. Uwagę skupiają także architektura i zwierzęta. Rytm „Małego Quinquina” monotonnie przyciąga widza w oczekiwaniu na rozwiązanie sprawy, jednak śledztwo nie jest w filmie najważniejsze. Wartość obrazu Dumonta to sylwetki ułomnych ludzi z kalejdoskopem wad, przywar i śmiesznostek, to także krajobraz, który wciela się w jedną z głównych ról.

 


Komentarze (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
Nie ma tu jeszcze żadnych komentarzy

Skomentuj

  1. Posting comment as a guest.
Rate this post:
Załączniki (0 / 2)
Udostępnij swoją lokalizację

NA DOKŁADKĘ

Miodówka Zbyszka – recepta na jesienne wieczory
Miodówka Zbyszka – recepta na jesienne wieczory
E-maile od szefa wpływają na zdrowie twoich bliskich
E-maile od szefa wpływają na zdrowie twoich bliskich
Polki po godzinach: Facebook i kawa
Polki po godzinach: Facebook i kawa
Słoik śmieci rocznie – zero waste wg Bei Johnson
Słoik śmieci rocznie – zero waste wg Bei Johnson
Cisza i spokój. Cała prawda o życiu daleko od miasta
Cisza i spokój. Cała prawda o życiu daleko od miasta
Happy food czyli przez żołądek do szczęścia
Happy food czyli przez żołądek do szczęścia
Arbuzowy pogromca upałów
Arbuzowy pogromca upałów
Smaczny półmetek – warzywna zapiekanka z kaszą gryczaną
Smaczny półmetek – warzywna zapiekanka z kaszą gryczaną
previous arrow
next arrow
Slider