„Roma” jest dla mnie jak „Zimna wojna” – biało-czarna, nieco senna, bez nieoczekiwanych zwrotów akcji, piękna. Gdy się skończyła, długo jeszcze siedziałam przed ciemnym już ekranem, próbując odpowiedzieć na pytanie, co takiego urzekło mnie w tej nieśpiesznie opowiedzianej historii.

ROMA Alfonso Cuaron fot Netflix materiay prasowe 2Fot. Carlos Somonte (materiały prasowe Netflix)

Świat zdążył się już dawno zachwycić najnowszym filmem Alfonso Cuaróna, okrzyknąć go arcydziełem i obsypać nagrodami, a ja dopiero niedawno do tego dotarłam. Cóż, wszystkie moje listy #mustdo są już tak długie, że zawijają się na rogu ulicy... „Romę” obejrzałam przypadkiem, szukając w bibliotece Netflixa czegoś na jeden z długich grudniowych wieczorów. Czegoś spokojnego. Trafiłam.

„Roma” uwiodła mnie spokojem właśnie. W przeciwieństwie do „Zimnej wojny” Pawła Pawlikowskiego, gdzie muzyka wypełniała film od początku do końca, w obrazie Cuaróna słychać przede wszystkim dźwięki, które codziennie ilustrują ludzkie życie. Dzięki temu proza życia służącej Cleo jest chwilami aż boleśnie odczuwalna. Młoda Meksykanka, która z zapadłej wsi przyjechała do stolicy Meksyku, przez sześć dni w tygodniu jest do pełnej dyspozycji rodziny, która ją zatrudnia. Od rana sprząta, zajmuje się dziećmi, podaje kawę, znów sprząta, pierze, prasuje, przytula, otwiera drzwi, usuwa psie odchody, zamyka drzwi... Cicha, małomówna, delikatna, wyrozumiała… Ożywia się tylko wtedy, gdy rozmawia z drugą służącą. Te przeplatane śmiechem dialogi prowadzą w mixtecu – języku ludu Misteków, separując się tym od otaczającego je mikrokosmosu domu pracodawców.

ROMA Alfonso Cuaron fot Netflix materiay prasowe 5Fot. Carlos Somonte (materiały prasowe Netflix)

Tych mikrokosmosów w „Romie” jest znacznie więcej. Ba, ona jest z nich zbudowana. Osobnym światem jest życie Cleo, która zdaje się bez reszty oddana rodzinie, z którą nie łączą jej więzy krwi. Przypadkowa ciąża, porzucenie przez kochanka, poród w dzień masakry Corpus Christi, zakończony śmiercią dziecka – to wszystko przydarza się bohaterce jakby na drugim planie jej życia. Na głównym jest czwórka podopiecznych, których matka próbuje pogodzić się z niespodziewanym odejściem męża. I dom, którym Cleo nieustannie się zajmuje, a który również jest osobnym uniwersum, z rzadka tylko stykającym się z resztą świata. Ten dom zawiera w sobie wszystko, czego jego mieszkańcy potrzebują do życia. Dlatego scena, w której szeroki ford galaxy prowadzony przez głowę rodziny z trudem przejeżdża przez bramę, nie pozostawia żadnych złudzeń – ojciec do tego świata nie pasuje. Tak też jest – doktor Antonio ma swój własny mikrokosmos, z daleka od żony i dzieci.

ROMA Alfonso Cuaron fot Netflix materiay prasowe 1Fot. Carlos Somonte (materiały prasowe Netflix)

Światy zawarte w „Romie” stykają się, przenikają, uzupełniają. Zawodowe życie matki, oddzielone schodami – niczym w brytyjskim serialu „Upstairs, downstairs” – przestrzenie domowników i służby, wielka polityka, która na chwilę brutalnie wdziera się w życie Cleo, snute na dachu domu dziecięce fantazje i przelatujące po niebie samoloty, przenoszące ludzi z jednego uniwersum do drugiego – każde z nich rządzi się swoimi prawami, ma swój ład i nieporządek.

Alfonso Cuarón nakręcił film w hołdzie swojej „Cleo” – wychowującej go Liborii Rodriguez. Dzielnica, w której dorastał, to tytułowa Roma. Dom, który pokazał, przypomina jego rodzinny. W kinie, z którego wybiegł Antonio, reżyser obejrzał za młodu niezliczone filmy. Fabułę tworzy tu pasmo wspomnień, na które składają się wyprane przez czas z koloru obrazy i dźwięki, które wyznaczały rytm codzienności. Dlatego „Roma” jest tak spokojna – to nostalgiczna podróż do przeszłości.

ROMA Alfonso Cuaron fot Netflix materiay prasowe 4Fot. Carlos Somonte (materiały prasowe Netflix)

Gdy po biało-czarnym niebie przeleciał ostatni samolot, byłam pewna jednego: tego filmu nie powinno się oglądać na małym ekranie. Netflixowi należą się wyrazy uznania za to, że wprowadził „Romę” do swojego repertuaru, ale to nie jest kino na miarę telewizora czy – jak to w moim przypadku często bywa – monitora laptopa.

„Roma” wymaga dużej, ciemnej sali, wygodnego fotela i skupienia w ciszy. Tylko tak będziemy mogli na chwilę stać się częścią wieloświata Cleo.

Oficjalny zwiastun filmu:

 


Biorą udział w konwersacji

Komentarze (1)

Ocena 0 z 5 na podstawie 0 głosów
COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

Ciekawy film, zainteresowała mnie Twoja recenzja, muszę go wpisać na listę filmów do obejrzenia!

Nie ma tu jeszcze żadnych komentarzy

Skomentuj

  1. Opublikuj komentarz jako gość.
COM_KT_RATE_THIS_POST:
Załączniki (0 / 2)
Udostępnij swoją lokalizację

NA DOKŁADKĘ

Kwietniowy lunchbox
Kwietniowy lunchbox
Skogluft czyli norweski sekret pięknego i naturalnego mieszkania
Skogluft czyli norweski sekret pięknego i naturalnego mieszkania
10 festiwali teatralnych, których nie można przeoczyć
10 festiwali teatralnych, których nie można przeoczyć
Uwaga: „sowy” wcześniej umierają
Uwaga: „sowy” wcześniej umierają
Kobieto, ta praca ci szkodzi!
Kobieto, ta praca ci szkodzi!
Pierwszy lunchbox na powitanie wiosny
Pierwszy lunchbox na powitanie wiosny
Churros – słodki smak rodem z Katalonii
Churros – słodki smak rodem z Katalonii
Herbata z cytryną – szkodzi czy nie?
Herbata z cytryną – szkodzi czy nie?
previous arrow
next arrow
Slider