Co wniosła w moje życie książka Marie Kondo „Magia sprzątania”? Sięgnęłam po tę pozycję, ponieważ jestem masochistką. Wiem, że nie jest już ona nowością na polskim rynku, ale zżerała mnie ciekawość, czy faktycznie – tak jak zapowiada autorka – uporządkuję nie tylko przestrzeń wokół siebie, ale i swoje życie.

Marie Kondo magia sprzatania minimalizmFot. Pixabay.com

Od razu przyznam się, że porządek lubię. Taki normalny, gdzie rzeczy leżą na swoim miejscu i nie tracę cennych minut na wyrywanie sobie włosów z głowy w ich poszukiwaniach, a kiedy wpadają znienacka znajomi, to nie zapadam się pod ziemię ze wstydu.

Już w przedmowie autorka pisze, że jej Metoda KonMari (od jej imienia i nazwiska) zmienia życie ludzi. Odgracenie przestrzeni ma swoje następstwa w postaci odwagi do podjęcia nowej pracy, założenia własnego biznesu, odejście od męża i utracie wagi. No ciekawe pomyślałam: mimo niedomykającej się od nadmiaru rzeczy piwnicy schudłam (bo stosowałam dietę) męża nawet lubię i zmieniać nie chcę, a własny biznes to dla mnie jakiś koszmar ludzki.

Pora na rachunek sumienia: przynajmniej dwa razy do roku robię generalne porządki. Nieużywane ubrania wynoszę do kontenera PCK, książki, do których nie wrócę, sprzedaję na jednej z grup na portalu społecznościowym, niepotrzebne  graty do stylizacji zdjęć na innej.

Na pewno mogę zgodzić się przykładem podanym przez Kondo, że w momentach deadline'u (egzamin na studiach, raport w pracy, czy oddanie artykułu choćby na Povoli) powoduje u mnie stres. I mimo nawału zajęć nie umiem pracować w bałaganie. Zaczynam porządkować notatki, biurko, a potem mój szał się rozprzestrzenia się na resztę domu. Resztkami swojej inteligencji tłumaczyłam to sobie jako efekt stresu i chęć ucieczki, chwilowego oderwania się od palącego problemu. Tymczasem Kondo twierdzi, że uporządkowanie fizyczne to „chwilowe poprawienie samopoczucia i nie rozpoznasz potrzeby oczyszczenia przestrzeni materialnej”.

Zrobiłam więc głęboki rachunek sumienia i wyszło mi, że moje napady sprzątania w czasie, gdy powinnam realizować coś zawodowego lub się uczyć języka niemieckiego, to zdecydowanie i bezsprzecznie chęć ucieczki od miecza Domoklesa, który dynda mi na głową. Gdy mam dość siedzenia dziesiątą godzinę przed laptopem, to możliwość poukładania książek na półce lub złożenie świeżego prania z suszarki wydaje mi się zajęciem nie tyle arcyciekawym, co nawet odprężającym. Autorka potwierdza to pisząc, że otaczający nas bałagan ma za zadanie odwrócić uwagę od naszych prawdziwych problemów.

Skupmy się na problemie: uporządkowanie rzeczy to jeszcze żaden sukces. O nim można dopiero powiedzieć, kiedy pozbędziemy się nadmiaru klamotów. Bo to on jest głównym źródłem problemów. Uwielbiamy gromadzić, kupować, chomikować, trzymać w myśl zasady: a może jeszcze to mi się przyda. Upychamy potem na potęgę różne „przydasie” w szafach, piwnicach, pawlaczach. I niech znamienne będą tutaj słowa mojej teściowej: ja wszystko mam, ale nie wiem gdzie.

Zacznijmy więc poskramiać swoją przestrzeń i zastosować „Zasady KonMari”, które można podsumować w kilku punktach:

  • sprzątanie dzielimy na: zwykłe (codzienne, gdy zawsze i sumiennie odkładamy swoje rzeczy na miejsce) oraz na specjalne (zrobione raz w życiu, aby odgruzować dom);
  • zdecydowanie wyrzucaj rzeczy, których nie używasz. Zastanów się nad każdą, co do niej czujesz (bardzo mnie bawi ta wytyczna) i podziękuj jej za wspólne chwile i bez litości spakuj do worka;
  • sprzątaj rzeczy tematycznie, a nie pomieszczeniami. Np. najpierw książki, potem ubrania, na końcu kosmetyki, czy dokumenty. Najpierw zgromadź je wszystkie obok siebie. Potem zdecyduj, które wyrzucisz, a dopiero na końcu poukładaj te, które zostały;
  • w czasie porządków postaraj się być bez osób trzecich (rodziny czy znajomych), aby nie narazić się na zbędne komentarze i porady;
  • przetrzebione rzeczy ułóż na swoje miejsce;

porzadek Marie Kondo sprzatanie domFot. Pixabay.com

Ponadto w książce znajdziemy każdorazowo osobny rozdział jak dokładnie i skutecznie poskładać np. skarpetki w szufladzie lub poukładać książki w biblioteczce domowej. Metoda ma polegać na jednorazowym i całkowitym uporządkowaniu domu. Nie ma wymówek, że sprzątamy jeden pokój dziennie. Autorka zapewnia też, że zastosowanie jej metody jest bardzo skuteczne i nie będzie efektu jojo jak w diecie.

Ale jak wyrzucić coś, co może się jeszcze przydać. Bo Kondo dzieli nasze rzeczy co do użyteczności opartej na intuicji i opartej na racjonalnym myśleniu. Pyta np. dlaczego nie nosisz spodni kupionych kilka lat wcześniej? No dobra, może masz kilka kilogramów więcej, więc dlatego. Często trzymamy coś kurczowo, choć w ogóle tego nie używamy.

Tutaj włącza się japońskie myślenie Kondo. To są tylko RZECZY. Bo np.pamiątki w postaci rysunków dzieci, to są tylko RZECZY. Wspomnienia powinnyśmy mieć tylko i wyłącznie w głowie. Nie robić z rzeczy przedmiotów kultu, podchodząc do nich wręcz z nabożną czcią. Nie do końca to do mnie przemawia.  Wzruszają mnie stare kartki urodzinowe napisane drżącą ręką mojej ukochanej babci, z przyjemnością oglądam albumy ze zdjęciami z moich wakacji z mężem, cenię sobie bezużyteczne z pozoru pamiątki rodzinne takie jak serwis do kawy, który ma ze 100 lat.. ...A metoda i podejście autorki do tego typu rzeczy pozbawione jest sentymentalizmu.

I tu dochodzimy do sedna sprawy: uwarunkowania kulturowe. Mam wrażenie, że Polacy wraz ze swoim sentymentalizmem, tradycyjną rangą rodziny w życiu i historią niedoboru na sklepowych półkach po prostu lubią mieć. Japoński minimalizm w japońskich malutkich mieszkaniach ma rację bytu. My też mamy je małe, ale „szczęśliwie” zapchane.

W dalszych rozdziałach książki dowiedziałam się tak pasjonujących rzeczy jak składanie pionowe skarpetek, czy układanie ubrań kolorami, aby łatwiej było wybrać odpowiedni zestaw. Kondo radzi również, jak układać i przechowywać pozostawione i przetrzebione rzeczy tak, aby już nigdy wokół nas nie panował chaos..

Odpowiadając sobie na pytanie zawarte w tytule, mogę z czystym sumieniem odpowiedzieć: nic. Generalny porządny porządek zrobiłam raz (jak radzi Kondo), gdy wyjeżdżałam na stałe z Polski i sprzedałam mieszkanie. Jestem po prostu jedną z tych beznadziejnych osób, które lubią rzeczy. Ładne przedmioty, które mnie otaczają, potocznie nazywane durnostrojkami, swoje ukochane książki na regałach, skrzynię z pryliardem talerzy i kubków do sesji zdjęciowych oraz wspaniałe i próżne uczucie, gdy zaglądam do swojej szafy i w końcu mam się w co ubrać.

Absolutnie nie potępiam w czambuł metody. Myślę, że dużą rolę odgrywa tutaj pewnego rodzaju kod kulturowy i system wychowania. Japoński minimalizm wydaje mi się czymś pięknym, ale nie do końca leży w mojej naturze.

A w Twojej?

 


Komentarze (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
Nie ma tu jeszcze żadnych komentarzy

Skomentuj

  1. Posting comment as a guest.
Rate this post:
Załączniki (0 / 2)
Udostępnij swoją lokalizację

PAMIĘTAJ, ŻE

Złote myśli 1 3

NA DOKŁADKĘ

Miodówka Zbyszka – recepta na jesienne wieczory
Miodówka Zbyszka – recepta na jesienne wieczory
E-maile od szefa wpływają na zdrowie twoich bliskich
E-maile od szefa wpływają na zdrowie twoich bliskich
Polki po godzinach: Facebook i kawa
Polki po godzinach: Facebook i kawa
Słoik śmieci rocznie – zero waste wg Bei Johnson
Słoik śmieci rocznie – zero waste wg Bei Johnson
Cisza i spokój. Cała prawda o życiu daleko od miasta
Cisza i spokój. Cała prawda o życiu daleko od miasta
Happy food czyli przez żołądek do szczęścia
Happy food czyli przez żołądek do szczęścia
Arbuzowy pogromca upałów
Arbuzowy pogromca upałów
Smaczny półmetek – warzywna zapiekanka z kaszą gryczaną
Smaczny półmetek – warzywna zapiekanka z kaszą gryczaną
previous arrow
next arrow
Slider