Mieszkam wprawdzie w niezbyt dużym niemieckim mieście i jest mi tu w miarę dobrze, ale przynajmniej raz w tygodniu mam ochotę wynieść się w cholerę gdzieś na spokojną wieś...

Cisza i spokój wyluzowana kozaFot. Pixabay

Wystarczy, że raz na jakiś czas pojadę do Kolonii lub Wuppertalu i wiem, że „tętniące życiem miasta" nie są dla mnie. Zaspokajają moje potrzeby kulturalne i owszem, zakupowe również, ale tam mieszkać? Never ever! A raczej powinnam napisać: Nie in leben!

Pragnę ciszy, spokoju i tego sielankowego obrazu, który wielu z nas pielęgnuje w swojej głowie. Śpiew ptaków, jajka od zaprzyjaźnionego sąsiada rolnika, własne warzywa bez chemii z przydomowej szklarni, drzewka i krzewy owocowe, z których powstaną domowe przetwory, kawa na tarasie, pies latający wokół domu i kot wygrzewający się między doniczkami na parapecie okna, ogród w którym w weekend siedzi przy – a jakże – grillu! Z naszą rodziną i przyjaciółmi, którzy przyjechali z tego zakurzonego, pełnego spalin i hałasu miasta. No kto jeszcze tak sobie wyobraża?

Tylko jak się ma ten wyśniony, sielsko anielski obraz do rzeczywistości?

Choć od razu zaznaczam, że z miasta całkowicie nie chciałabym zrezygnować. Raczej wyobrażałam sobie tylko mieszkanie poza nim, posiadanie tam domu, natomiast życie zawodowe miało się toczyć w większej aglomeracji. Może tylko raz przeszło mi przez myśl, aby rzucić wszystko i paść kozy w Bieszczadach, ale ten scenariusz szybko odrzuciłam.

Natalia Sosin-Krosnowska jest dziennikarką Polsatu, serwisu Gazeta.pl , redaktorem naczelnym cafebabel.com, prowadzącą program „Daleko od miasta” oraz autorką książki „Cisza i spokój. Cała prawda o życiu daleko od miasta”. Ta lektura trafiła w moje ręce w najlepszym momencie, jaki mogłam sobie wymarzyć, gdy po kilku latach emigracji stoimy przed życiową decyzją: gdzie się przeprowadzić i zamieszkać? Co zrobić ze swoim życiem?

Autorka książki rozmawia z prawie setką ludzi, którzy postawili wszystko na jedną kartę i przenieśli się na wieś. Pytała ich nie tylko o to, jak żyć na tej wsi, ale przede wszystkim: jak zacząć? Jak znaleźć dom, ziemię, zorganizować finanse, zaplanować życie z dziećmi, z czego się utrzymać? Czy są szczęśliwi? Jak sobie radzą?

Sosin-Krosnowska rozprawia przede wszystkim z tymi mitami, o których pisałam wyżej. W swoich wywiadach pokazuje ludzi rozczarowanych, sprowadzonych na ziemię, zdeterminowanych i tych szczęśliwych, którzy znaleźli swoje miejsce na ziemi.  Wszystkich łączy jedno: odwaga, bo spróbowali.

I chyba tego najbardziej im zazdroszczę.

vegetables 742095 1280Fot. Pixabay

Ustami swoich bohaterów opowiada w kolejnych rozdziałach o realiach:

  • agroturystyki  (jak kupić ziemię, jak zrobić biznes plan, jakie są blaski i cienie tego typu działalności zarobkowej);
  • hodowli własnych zwierząt  i uprawa roślin (m.in. założenie pasieki, wytwórnia sera koziego lub owczego); tutaj bardzo fajnie opisana jest również permakultura*;
  • rzemiosła i usług (warsztaty ceramiczne i stolarstwo artystyczne).

Nie ma idealizowania wiejskiego stylu życia. Pokazane są wszystkie momenty chwały i upadku, blaski i cienie, radości i smutki. A przede wszystkim widzimy ludzi, którzy nie boją się ciężkiej, fizycznej pracy, są pełni determinacji i – co bardzo ważne – posiadają pewne predyspozycje psychiczne, aby zrealizować swoje marzenia.

Oprócz ludzi, którzy tam żyją i zarabiają, poznajemy Wojtka, który po niepowodzeniach życiowych i wypaleniu zawodowym uciekł z miasta i... szybko do niego wrócił oraz parę, która wybudowała się  wsi ze względów finansowych, ale pracuje zdalnie i nie musi codziennie stać w kilometrowych korkach.

Na końcu książki znajdziecie listę miejsc polecanych przez autorkę (gospodarstwa agroturystyczne), potraw (nazwy restauracji i karczm) oraz przydatne linki dla tych odważnych, którzy marzą, aby uciec z miasta i chcą tego spróbować.

Ja osobiście zweryfikowałam swoje senno-sielankowe wizje na temat życia na wsi. Jestem pełna szacunku dla tych odważnych, którzy się na to zdecydowali. Ku mojemu zdziwieniu okazałam się większym mieszczuchem niż myślałam. Albo po prostu nie mam w sobie tyle siły, co bohaterowie książki. A może jestem jednak zbyt wygodna?

Pomyślcie. Zastanówcie się, ile w was determinacji, zasobów (tak, także tych finansowych), oczekiwań i siły, aby żyć daleko od miasta.

Przeczytajcie.

Warto.

okładka cisza i spokójFot. Urszula Smorawska

 

* Permakultura – ekologiczne projektowanie środowiska oparte na trzech zasadach:

1.Troska o Ziemię.

2. Troska o ludzi (m.in. dzielenie się nadmiarem).

3. Projektowanie zgodnie z naturą.

 

 


Biorą udział w konwersacji

Komentarze (9)

Ocena 5 z 5 na podstawie 1 głosów
COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

Piękna wizja, ale życie z dala od cywilizacji to olbrzymie wyzwanie.

COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

Lektura książki boleśnie mi to uświadomiła

COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

Brzmi bardzo, bardzo dobrze!

COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

To dobrze, że dobrze. I to bardzo

COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

Życie na wsi- tylko podczas wakacji. Ale ciszę i spokój cenię sobie na moim osiedlu w lesie. Ciekawa książka i temat. Z pewnością warto przeczytać, zanim rzuci się wszystko i uda na łono natury.

COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

To prawda. Slow life ma wiele obliczy i nie zawsze musi być to domek w górach otoczony stadem owiec. Szczęśliwe, zrównoważone życie można prowadzić nawet w środku dużego miasta. I to jest dopiero sztuka!

COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

Z niemieckich miast dobrze wspominam Brunszwik, mieszkałam na jego obrzeżach i bardzo mi tam było przyjemnie.

Co do przeprowadzki na wieś - w Polsce ostatnio mamy szum pt. "ludzie przeprowadzają się z miasta i policję na rolników nasyłają"....

Z niemieckich miast dobrze wspominam Brunszwik, mieszkałam na jego obrzeżach i bardzo mi tam było przyjemnie.

Co do przeprowadzki na wieś - w Polsce ostatnio mamy szum pt. "ludzie przeprowadzają się z miasta i policję na rolników nasyłają". Prawda jest taka, że wieś rolnicza to nie jest cisza i spokój - jeśli ktoś kiedykolwiek uwierzył w ten mit, boleśnie się rozczaruje :-)

Czytaj więcej
COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

Brunszwik? Tam nas jeszcze nie było. Ale kto wie...

COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

Mój ojciec, mieszczuch, 20 lat temu wybrał wieŝ, i to na grubo: konie, kozy i strusie. Co z nim rozmawiam to sprząta stanię, doi kozy albo naprawia dach. Zaangażował się całym sercem w walkę o okoliczne środowisko. Sprząta rzekę, był sołtysem i...

Mój ojciec, mieszczuch, 20 lat temu wybrał wieŝ, i to na grubo: konie, kozy i strusie. Co z nim rozmawiam to sprząta stanię, doi kozy albo naprawia dach. Zaangażował się całym sercem w walkę o okoliczne środowisko. Sprząta rzekę, był sołtysem i tak naprawdę cały czas walczy o przetrwanie. Jeśli zapytacie go czy było warto może zacząć wyliczać niekończącą się listę przeciwności ale wiecie co? Te wszystkie minusy to pikuś w zestawieniu z jednym, niepodważalnym plusem: życie w zgodzie z naturą. Wyleczył go ten kontakt z patologicznego malkontenctwa, poczucia beznadziejności i każdego dnia daje mu nowe siły i chęć do życia. Ja widzę ogromną, pozytywną zmianę. Nie jest łatwo ale warto i da się

Czytaj więcej
Nie ma tu jeszcze żadnych komentarzy

Skomentuj

  1. Opublikuj komentarz jako gość.
COM_KT_RATE_THIS_POST:
Załączniki (0 / 2)
Udostępnij swoją lokalizację

PAMIĘTAJ, ŻE

Zote myli 1 4

NA DOKŁADKĘ

Blue Monday – dzień, którego... nie ma
Blue Monday – dzień, którego... nie ma
Era sztucznych zwierząt
Era sztucznych zwierząt
„Roma”: nostalgiczna podróż przez wieloświat
„Roma”: nostalgiczna podróż przez wieloświat
Rocznie zjadamy 2 kg chemii. NIK bije na alarm
Rocznie zjadamy 2 kg chemii. NIK bije na alarm
Mazurska ciekawostka: piramida w Rapie
Mazurska ciekawostka: piramida w Rapie
Jak przygotować zdrową i lekką kolację wigilijną
Jak przygotować zdrową i lekką kolację wigilijną
Prezent: świąteczna lista zakupów
Prezent: świąteczna lista zakupów
Moda na JOMO – z socialu wracamy do realu
Moda na JOMO – z socialu wracamy do realu
previous arrow
next arrow
Slider