To jest krótka opowieść o tym, jak spotkałam najlepszego coacha na świecie. Osobę, która w ciągu kilkudziesięciu minut upewniła mnie, czym naprawdę jest to całe slow life i pokazała, w którą stronę ruszyć, by nareszcie trafić we właściwą alejkę. Katarzynę Pawluś – jedną taką na milion.

Kasia Pawluś Jedna na MilionŹródło: Kasia Pawlus via FacebookPracowała, bo lubiła. Była piękną kobietą sukcesu, doświadczonym trenerem, miała szkołę językową, żyła na pełnych obrotach. Straciła przytomność po 166 dniach pracy bez przerwy. Po dwóch tygodniach wyszła ze śpiączki, z trudem rozejrzała się i pomyślała: „OK. Szef się jeszcze nie pokazał, więc jest OK”.

Potem jednak z niedowierzaniem słuchała norweskich lekarzy opowiadających jej o mikrowylewach do mózgu, ciągłym stanie zapalnym, braku jednoznacznej diagnozy i leczeniu, które będzie prowadzone w zasadzie po omacku. Podpięta do aparatury patrzyła na sparaliżowaną połowę ciała, czuła opadnięte mięśnie twarzy i płakała. Długo. 

Gdy w końcu rehabilitantom udało się pomóc jej usiąść na wózku inwalidzkim, wyjechała na korytarze szpitala w Oslo, gdzie zobaczyła równie ciężko chorych ludzi, którzy… uśmiechali się do niej. I tak zaczęło się drugie życie Katarzyny Pawluś.

Największa siła Kasi nie płynie z woli walki z chorobą, pragnienia spędzenia jak najdłuższego czasu z mężem i dziećmi czy popularności, która jak nic potrafi dodać skrzydeł. Kasia dlatego jest świetnym coachem, że jest autentyczna. Otwarcie mówi o wszystkich aspektach choroby, nawet tych bardzo intymnych. Nie kryje zazdrości, gdy patrzy na otaczający ją tłum zdrowych ludzi. Spogląda nam w twarze i prowokująco pyta: „A co wy dzisiaj zrobiliście dzięki swoim czterem sprawnym kończynom?”. Chociaż mówienie przychodzi jej z wyraźnym trudem, potrzebuje pomocy drugiej osoby, by się napić, zjeść, skorzystać z toalety, to na sali, w której jest kilkadziesiąt osób, jest najsilniejsza. To ona odniosła sukces, którego miarą bynajmniej nie jest liczba egzemplarzy książki „Jedna na milion” czy popularność jej bloga. Jestem pewna, że Kasia jako jedyna z nas żyje pełnią życia, mimo paskudnego Robaka z uporem toczącego jej mózg.

Katarzyna Pawluś Jedna na Milion 5Fot. Joanna Dziubek

Nie używa słowa „uważność” i nie namawia do wychodzenia ze strefy komfortu. Nie opisuje, jak pobierała nauki u Briana Tracy’ego i nie sprzedaje szkoleń, na których dowiemy się nareszcie, jak dobrze żyć. Mówi o sobie, o ustawicznym bólu, cierpieniu, dopadającej ją bezsilności i strachu. Chwilami załamuje się jej głos.

I mówi o nas. Punktuje, stawia pytania nie czekając nawet na odpowiedź, zawstydza… „Napisz do Kasi, Kasia cię zgasi” – żartuje. Bo w obliczu tego, z czym zmaga się Katarzyna Pawluś, zdecydowana większość naszych poważnych problemów okazuje się być błaha. Wstyd, że nie potrafimy dostrzec, jak wiele już mamy, potrafimy i jeszcze możemy.

W ten właśnie sposób w pełni dociera do mnie, że slow life to nie żadne ekologiczne życie pośród stada owiec w Bieszczadach ani minimalizm, dziś coraz częściej sprowadzany do liczenia butów, książek na półce i lakierów do paznokci. To sztuka życia po swojemu, ze świadomością tego, kim się jest i czego się od życia chce. To umiejętność dostrzegania i doceniania tego, co życie nam daje. A daje każdemu i mnóstwo. W slow life chodzi o to, by iść przez swój świat, po drodze stale odpowiadając na pytania „po co? i „z kim?”. By umieć stawać rano przed lustrem i szczerze mówić do samego siebie: „Jest dobrze!”.

Dlaczego Kasia zachorowała? Bo nie żyła tak, jakby wszystko wokół niej było cudem. Przegapiła mnóstwo ludzi, miejsc, wydarzeń, emocji. Po co Kasia jeździ od miasta do miasta? Żeby – zanim Szef ją weźmie do siebie – przestrzec jak najwięcej osób przed popełnieniem tego samego błędu, co ona. Z kim to robi? Z wielką grupą ludzi, którzy ją podziwiają, wspierają, szanują. Z rodziną i przyjaciółmi. Jak widać, można żyć slow, nawet jeśli się spędza dwie trzecie roku w szpitalnym łóżku, z nawracającymi napadami padaczki i głową bez przerwy ogarniętą bólem, który w bardzo dobrych momentach mierzy się jako „siódemkę” w dziesięciopunktowej skali. Gdy pada pytanie, co zrobiłaby, gdyby choroba i ból chociaż na jeden dzień odeszły, długo szuka odpowiedzi. W końcu mówi, że nareszcie by się porządnie wyspała, a potem się rozkręca: – Jeździłabym na nartach. Boże, jak ja bym jeździła na nartach! Przytuliłabym moje dzieci, bo  teraz nie czuję dotyku. Poszłabym na basen, pograłabym na pianinie. Zjadłabym knyszę. I lody. Albo czekoladę!

Blogerka swojej choroby nie znosi i pytanie „dlaczego ja?” wraca do niej nieustannie. Chociaż brzmi to paradoksalnie, mówi, że jest w stanie zaakceptować sytuację w której się znalazła, ale samej choroby nigdy. Bo jak tu akceptować coś, co nagle skraca ci życie do kilku, kilkunastu miesięcy? W najlepszym razie Katarzyna Pawluś może liczyć na to, że Szef da jej jeszcze kilka lat...

– Nie pogodziłam się z Robakiem i w życiu nie pogodzę. Ja mam wspaniałego męża, cudowne dzieciaki, fajne życie! Nie chcę akceptować tej choroby, ale z drugiej strony, gdyby nie ona, nie zobaczyłabym tego wszystkiego, co mnie otacza – opowiada Kasia. – Mam bardzo dobre układy z Szefem, więc postanowiłam przekuć to wszystko w dobro. Przekonać ludzi, że ich życia są prawdziwymi cudami. Każdy z was jest jeden na milion. Spróbujcie dostrzec, że jesteście piękni, zdrowi, samodzielni. Że możecie wszystko. Kiedy słyszę narzekanie: „nie mam tego czy owamtego”, to nóż mi się w kieszeni otwiera. Spróbujcie zobaczyć, że ta wasza szklanka jest do połowy pełna! – przekonuje.

Katarzyna Pawluś Jedna na Milion fot Joanna DziubekFot. Joanna Dziubek

Gdy zaczynałam tworzyć Povoli, slow life nie było jeszcze modne. Z marzeń o popularnym ogólnopolskim portalu promującym w zabieganym świecie piękną ideę życia prostego i szczęśliwego pozostał blog, który dzielnie prowadzę z Ulą Smorawską. Wiem już, że medialnego imperium nie zbudujemy, ale te kilkaset artykułów dało nam przyjaźń, wspaniałe znajomości, dużo ciekawych doświadczeń okraszonych ciężką pracą i niełatwymi przemyśleniami, a ostatecznie radości, którą przynosi dosłownie każdy czytelnik. Niezależnie od tego, jaka czeka nas przyszłość, cieszę się ze wszystkich naszych malutkich osiągnięć. Mam dwie ręce i sprawny mózg, dzięki czemu codziennie mogę coś napisać. I dwie nogi, na których mogę wyruszyć na kolejne spotkanie z inspirującymi ludźmi. Resztę zorganizuję sobie sama lub z niewielką pomocą przyjaciół. Brzmi banalnie? To spróbujcie chociaż ze trzy razy dziennie przypomnieć sobie, czym już wypełniona jest wasza szklanka.

 


Biorą udział w konwersacji

Komentarze (12)

Ocena 0 z 5 na podstawie 0 głosów
COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

Czasem trzeba coś przeżyć przykrego, żeby w głowie się poukładało.

COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

Niestety, najczęściej zaczyna się układać dopiero po tym, jak życie( Szef, organizm, los...) zadzwoni nam takim dzwonkiem

COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

Bardzo dobry, prawdziwy tekst polecam każdemu

COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

Dziękujemy!

COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

Bardzo wzruszająca i inspirująca historia, ciesze się, że tutaj trafiłam <3

COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

My też się z tego cieszymy!

COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

Piekne,madre slowa tu padaja.Tak malo potrzeba czlowiekowi a jednoczesnie tak ciezo zauwazyc szczescie w naszej codziennosci.Kochani zacznijmy zyc swiadomie.

COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

Dziękujemy! Masz rację - świadomość to słowo-klucz w całej idei slow life.

COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

Kiedy po szybkich i ciężkich latach pracy postawiłam na slow i miłą rutyną wiele osób dziwiło się, że marnuję swoją życiową szansę, na szczęście nie poddałam się presji środowiska.

COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

To rzeczywiście zaskakujące, jak wiele osób myli spokój z nudą, bezczynnością lub brakiem fantazji. Polecamy Ci jeszcze ten nasz tekst: *******http://povoli.pl/po-godzinach/w-holdzie-lenistwu

COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

Dziękuję za historię Kasi. Niestety w dzisiejszym świecie gloryfikuje się zajętość. Jesteśmy zabiegani, zapracowani i widać do czego może to doprowadzić. Pora zwolnić!

COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

Skala tego "zabiegania" jest tym bardziej zaskakująca, że wszyscy już mówią o slow life. A przynajmniej takie mamy wrażenie

Nie ma tu jeszcze żadnych komentarzy

Skomentuj

  1. Opublikuj komentarz jako gość.
COM_KT_RATE_THIS_POST:
Załączniki (0 / 2)
Udostępnij swoją lokalizację

PAMIĘTAJ, ŻE

Zote myli 1 4

NA DOKŁADKĘ

Kwietniowy lunchbox
Kwietniowy lunchbox
Skogluft czyli norweski sekret pięknego i naturalnego mieszkania
Skogluft czyli norweski sekret pięknego i naturalnego mieszkania
10 festiwali teatralnych, których nie można przeoczyć
10 festiwali teatralnych, których nie można przeoczyć
Uwaga: „sowy” wcześniej umierają
Uwaga: „sowy” wcześniej umierają
Kobieto, ta praca ci szkodzi!
Kobieto, ta praca ci szkodzi!
Pierwszy lunchbox na powitanie wiosny
Pierwszy lunchbox na powitanie wiosny
Churros – słodki smak rodem z Katalonii
Churros – słodki smak rodem z Katalonii
Herbata z cytryną – szkodzi czy nie?
Herbata z cytryną – szkodzi czy nie?
previous arrow
next arrow
Slider