Gdy idziemy do lekarza z migreną czy bólem stawów, oczekujemy naukowych wyjaśnień i prostej recepty. Jednak kiedy medycyna konwencjonalna zawodzi, można udać się do uzdrowiciela. A ten nie przeprowadza operacji ani nie przepisuje tabletek. Po prostu przykłada dłonie w odpowiednie miejsce i gotowe! Na czym polega ten dar? I czy to w ogóle działa?

relaks spa terapia odnowa biologiczna reikiFot. Pixabay.com

– Bioenergia nie ma efektów ubocznych, nie może organizm jej odrzucić ani uodpornić się na jej działanie – tłumaczy pan Jerzy, od wielu lat zajmujący się reiki czyli leczeniem rękami. Zwolennicy tej metody twierdzą, że można ją stosować nie tylko w medycynie, ale także w rozwiązywaniu konfliktów międzyludzkich, ćwiczeniu własnych możliwości umysłowych i odnalezieniu wewnętrznej harmonii. Zdaniem spiritualistów w swej mistycznej formie reiki otwiera człowieka na świadomość powiązań kosmiczno-duchowych i uświadamia mu istnienie niewidzialnych sił warunkujących nasz los. A w codziennej praktyce pana Jerzego – przede wszystkim ratuje życie.

Dar nie na sprzedaż

Pan Jerzy pochodzi z małej miejscowości pod Piłą, liczącej zaledwie 5 tysięcy mieszkańców. Po pomoc z początku przychodzili do niego przyjaciele i sąsiedzi, z czasem wieść o jego zdolnościach zaczęła docierać do ludzi, którym groziły skomplikowane operacje, którzy uskarżali się na trudne do zniesienia bóle, a nawet do takich, którym lekarze nie potrafili już pomóc. Uzdrowiciel nie chce jednak rozgłosu, więc na potrzeby tego artykułu zastrzega sobie prawo do anonimowości. Od początku swojej działalności starał się, aby o jego zdolnościach wiedziała jak najmniejsza liczba osób, a z samego uzdrawiania nigdy nie chciał robić biznesu: – Ten dar dostałem za darmo, więc nie będę go sprzedawał. Ludzie zawsze pytają, ile są mi winni i dziwią się, kiedy mówię im, że nic. Dla mnie największą zapłatą jest widzieć ich uśmiechniętych, wstających z łóżka bez bólu – mówi.

Bioenergoterapią zainteresował się przed 35 laty, kiedy udało mu się pomóc swojemu pierwszemu pacjentowi.

– Wszystko zaczęło się przez przypadek – opowiada uzdrowiciel. – Oglądałem w telewizji taki program, gdzie lekarz pokazywał, jak uciskać głowę, żeby minął ból. Jakoś to zapamiętałem mniej więcej. I parę dni później kiedy byłem w pracy, kolega skarżył się na ból głowy. Więc ja spontanicznie zaproponowałem mu, że mu pomogę. Mniej więcej podobnie dotykałem jego głowy i ból mu minął. Nie minęło kilka dni i innego kolegę zaczęła boleć głowa, więc ten poprzednio wyleczony powiedział do mnie: „weź mu to zrób, co mi”. I tak coraz więcej osób zaczęło przychodzić. Wtedy na dobre się tym zainteresowałem.

Po tych doświadczeniami przyszło zgłębianie literatury specjalistycznej na temat buddyjskich i japońskich sztuk uzdrawiania rękami, a za tym nastąpiły lata treningu polegającego między innymi na odpowiedniej regulacji oddechu, wyczulania się na energię i przyuczanie się poprawnego oddziaływania na różne czakry w zależności od rodzaju schorzenia. Dziś bioenergoterapeuta ma 67 lat i nie przestaje się uczyć. Będąc na emeryturze poświęca swój wolny czas na dojeżdżanie do ludzi potrzebujących jego pomocy i na szukanie informacji dotyczących nowych metod uzdrawiania.

Uzdrawianie energią

Reiki można przetłumaczyć z języka japońskiego jako określenie „uniwersalnej życiowej energii”. Nie są znane dokładnie jej początki, ale już licząca sobie 2 500 lat sutra sanskrycka wspomina o tej metodzie leczenia. Na długo została zapomniana, głównie dlatego, że przez wielu traktowana była jako sprzeczna z religią chrześcijańską i doszukiwano się w niej związków z siłami nieczystymi. Powróciła pod koniec XI wieku za sprawą doktora Mikao Usui, który na nowo zaczął jej nauczać i opowiadać o jej zbawiennych właściwościach. Pojęciem kluczowym w bioenergoterapii jest energia, której istnienie rozumiano w różnych kręgach kulturowych od wieków. Hindusi nazywali ją „praną”, Grecy „pneumą”, mieszkańcy Polinezji „maną”, a Żydzi „ruah”, czyli oddechem życia.

Chiny Budda religia medytacja reikiFot. Pixabay.com

Do grupy pojęć z tego zakresu należy dodać jeszcze jedno – czakra. Czakry to ośrodki siły przypominające elektrownie zasilające najważniejsze organy. Ich rodzajów jest wiele – czakra sercowa, czołowa, gardłowa itd. Jeżeli nie posiadają wystarczającej ilości energii lub są zablokowane przez energię złą, wtedy odpowiednie im organy zaczynają chorować. Zadaniem bioenergoterapeuty jest przywrócenie im zdolności samodzielnego przyjmowania życiowej siły. – Otacza nas niesamowita ilość energii. Za pomocą otwartych czakr trzeba nauczyć się ją wchłaniać. Ta energia promieniuje wtedy głównie ze środka dłoni i końcówek palców. Dlatego właśnie za pomocą dłoni przerzucamy ją na kogoś innego – wyjaśnia pan Jerzy.

Praktycy reiki twierdzą, że każdy posiada moc uzdrawiania już od dziecka, ale mało kto potrafi zadbać o tą umiejętność i ją rozwinąć. Uzdrowiciele to „kanały”, przez które przepływa energia i które przekazując ją innym same wcale jej nie tracą, a nawet przeciwnie, również się ładują. Bioenergoterapeuta zapewnia, że przy pomocy odpowiednich ćwiczeń można wykształcić w sobie pewną wrażliwość na energię, która pozwala na dostrzeganie zmian chorobowych w ludzkim ciele: – Jeżeli przesuwam ręce nad człowiekiem, to przy miejscu, które jest chore, odczuwam kłucie. Tak jakby w spód dłoni ktoś wbijał mi małe igiełki. W miejscach zdrowych czuję tylko ciepło.

Dzięki energetyzowaniu ciała chorego można pokonać niemal każdą chorobę. Po kilku spotkaniach z panem Jerzym wiele osób przestało narzekać na ból związany z podagrą czy rwą kulszową, zmniejszały się lub całkowicie zanikały niepokojące ludzi guzy. Jednak szybko okazało się, że wspaniała metoda uzdrawiania nie pomaga wszystkim: – Jedyną osobą, której nie mogę pomóc, jest moja żona. Długo nie wiedziałem dlaczego. Szukałem na ten temat informacji, okazało się, że uzdrowiciel nigdy nie może pomóc swojej rodzinie, bo łączą go z nią związki uczuciowe. Ona uodparnia się na moją bioenergię i nie umiem jej leczyć, kiedy choruje.

Zobaczyć niewidzialne

Bioenergoterapeuci twierdzą, że każdy człowiek ma wokół siebie aurę. Przypomina ona w dużej mierze aureole rysowane w kościołach nad głowami świętych. Promieniuje na kilkanaście centymetrów od ciała, a jej kształt i jasność dostarczają informacji na temat stanu zdrowia człowieka. Aura w nietypowy sposób rozszerza się lub zwęża przy tych częściach ciała, które chorują. Zatem każdy nadmiar lub niedobór prany sygnalizuje problem zdrowotny. Hipoteza o istnieniu aury była przez wielu uważana za dziwaczną, aż do momentu powstania zdjęć, które zwolennicy bioenergoterapii uważają za niezbite dowody na istnienie aury u wszystkich żywych istot. Wykonała je para rosyjskich naukowców, Siemion i Walentyna Krilianowie, pod koniec lat 30. ubiegłego wieku. Fotografia kirlianowska rejestruje wyładowania elektryczne na obrzeżach fotografowanych przedmiotów i istot, dzięki czemu można gołym okiem zobaczyć coś w rodzaju promieniowania bijącego od danego obiektu. Taka możliwość widzenia aury pozwalałaby na wykrycie podatności danego organu na chorobę jeszcze zanim lekarz mógłby ją wykryć, ponieważ zanim objawy stają się widoczne, aura już w widoczny sposób ulega zniekształceniu. Jasnowidzowie twierdzą, że są w stanie widzieć aurę bez pomocy tego typu metody rejestracji. Zdolność tę można podobno wykształcić dzięki rozmaitym technikom, ale nie każdy bioenergoterapeuta chce ją posiąść.

medytacja buddyzm aura religiaFot. Pixabay.com

– Taka umiejętność to błogosławieństwo, ale też ogromne utrapienie. Bo jeśli ktoś widzi aurę, to widzi ją wokół wszystkich, w tym wokół najbliższych. Nie zniósłbym tego, gdybym zobaczył wokół kogoś z rodziny aurę, która źle świeci i jest porwana. Miałbym świadomość, że danej osobie zostało niewiele dni życia, a nic nie mógłbym zrobić. Oczywiście pewnym schorzeniom mógłbym wtedy zapobiec, ale są sytuacje, z którymi nic nie można już zrobić, bo w aurze widać zbliżającą się śmierć – mówi uzdrowiciel.

To nie pigułka

Pan Jerzy wzbrania się przed nazywaniem swoich praktyk leczeniem. Uważa bowiem, że od tego są lekarze, a on nie chce wchodzić w ich kompetencje, a jedynie po cichu im pomagać. Swoje działanie nazywa więc uzdrawianiem i nie stara się odwodzić swoich pacjentów od leków i wskazań przepisanych przez medyków: – Nie stawiam diagnozy, nie namawiam pacjentów do odstawiania zaleconych leków – tłumaczy. – To lekarz ma uprawnienia do leczenia, ja jedynie uzupełniam pewien proces, który on zaczyna.

Wybór bioenergoterapii jako remedium na różne schorzenia nie jest wyborem najłatwiejszej drogi, ponieważ nie zapewnia szybkich i łatwych efektów. Szczególnie istotne jest to przy typowych chorobach cywilizacyjnych, jak depresja czy nerwica. Praktykowanie reiki wymaga nowej postawy życia, aby być metodą w zupełności skuteczną. Nie jest jak pigułka, dzięki której można szybko się wykurować i powrócić do dawnego stresu i niepokoju: – Medycyna konwencjonalna działa na skróty, czyli przez chemię. Otępia człowieka, otumania. Natomiast bioenergia wycisza i regeneruje człowieka, sprawia, że się on uspokaja i uodparnia na negatywne emocje.

Leczenie ciała wymaga uleczenia sposobu myślenia, naucza, że nasze ciało potrzebuje psychicznego spokoju i rozluźnienia żeby poprawnie funkcjonować. Wszelkie choroby stanowią bowiem często bunt organizmu przeciwko niespokojnemu stylowi życia. Zrozumienie tego w dzisiejszym świecie jest jednak trudne, ponieważ ludzie poszukują łatwych i szybkich rozwiązań swoich problemów. Praca nad sobą wymaga czasu, a czas jest tym, czego najbardziej brakuje w życiu ludzi zapracowanych i zestresowanych, którzy najczęściej padają ofiarą chorób nerwicowych.

stres kobieta nerwy niepokojFot. Pixabay.com

Złodzieje energii

Możemy sami chłonąć energię życiową, ponieważ znajduje się ona wszędzie. Między innymi wielkie drzewa posiadają nadmiar energi, jako że nieustannie czerpią ją ze słońca i z ziemi i chętnie dzielą się nią ze wszystkimi, którzy są w ich otoczeniu. Energię tę można czerpać również bezpośrednio – pranę słoneczną ładujemy wystawiając się na słońce, pranę ozonową przez głębokie i rytmiczne oddechy, a energię Ziemi na przykład przez stąpanie boso po trawie.

Każdy kontakt człowieka z naturą może doładować jego biologiczne baterie. Istnieją jednak osoby, którym to nie wystarcza, albo nie potrafią w bezpośredni sposób chłonąć życiodajnej siły. Kiedy są osłabione, nieświadomie przejmują energię od osób, które mają jej nadmiar. Dlatego przy niektórych osobach czujemy się wyczerpani bez żadnej racjonalnej przyczyny. Takich ludzi nazywa się popularnie wampirami energetycznymi, ponieważ „wysysają” z innych życiodajną siłę, której sami nie potrafią pobrać z otoczenia. Uzdrowiciel tłumaczy, że przed takimi ludźmi można i należy się bronić: – Oni nie wiedzą, że są wampirami energetycznymi, po prostu przy niektórych osobach czują się dobrze i na odwrót, przy niektórych ludziach bez wyraźnej przyczyny czujemy się źle i zaczynamy automatycznie czuć wobec nich awersję. Przed nimi można się bronić, na przykład nosząc pierścień Atlantów, starodawny symbol wyryty w szlachetnym metalu, który blokuje wysysanie energii z osoby, która go nosi.

Najgorszymi złodziejami energii nie są jednak inni ludzie, ale przede wszystkim choroby, które potrzebują do rozwoju dokładnie tego samego rodzaju ładowania, co człowiek. Takim rodzajem choroby jest rak. Ponieważ żywi się tą samą energią, co jego gospodarz, to energetyzowanie chorego przez bioenergoterapeutę jest w rzeczywistości przyspieszaniem rozwoju nowotworu. W takich przypadkach uzdrowiciel ma na celu oczyszczanie ciała. Pan Jerzy tłumaczy, że wielkie ilości prany człowiek zużywa, a ta zalega w jego organizmie jako zła energia, w postaci, jak sam to nazywa, „błota”. To własnie ono blokuje przyjmowanie tego, co dobre, i osłabia chorego, pozostawiając go bez możliwości przyjmowania energetycznego pożywienia: – Oczyszczanie bardzo pomaga chorym na raka, wzmacnia ich organizm do walki. Staram się im także pomóc w uśmierzaniu bólu, szczególnie po chemioterapii.

Aby zapobiec utracie dobrej energii trzeba widzieć, co nam ja zabiera, i co zaopatruje nas w tą złą. Nie bez znaczenia są miejsca, w których żyjemy i przedmioty, którymi się otaczamy. – Wszystkie miejsca naznaczone śmiercią i cierpieniem niosą ze sobą złą energię. Dlatego wszelkie trofea myśliwskie, głowy jeleni wieszane na ścianach, są nośnikami złej energii. Po przecież to nic innego jak zwłoki. Wypchane, czyste, ale jednak zwłoki – podkreśla pan Jerzy.

Są jednak miejsca, które są energetycznie niezwykle bogate – takie nazywane są czakramami. Sama obecność w tych miejscach wzmacnia, nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy. Wyróżnia się siedem wielkich czakramów na świecie, z czego jeden znajduje się w Krakowie. – Takim miejscem jest Wawel, choć ta równowaga energii w tym miejscu jest już zachwiana przez człowieka i jego technologię, między innymi przez telefony komórkowe. Ale mimo to warto jest wchłaniać energię tego miejsca, bo jest potężna.

kobieta dziewczyna natura zwierzeta rownowagaFot. Pixabay.com

Pisząc o złodziejach energii nie można zapomnieć o tym, którego w pełni świadomie hodujemy i karmimy w swoich ciałach. Bioenergoterapeuta próbuje uświadomić pacjentów, że marnują swoją życiową energię próbując zaspokoić niekończący się ciąg materialnych pragnień. Wyścig szczurów, w którym startujemy i biegniemy bez końca, sprawia, że tracimy siły na to, co w rzeczywistości rzadko okazuje się istotne. A ciało szybko buntuje się przeciwko temu, bo samo też potrzebuje uwagi, a przede wszystkim wyciszenia. Pan Jerzy nie do końca jednak wierzy w możliwość zmiany w ludzkim stylu życia: – Ludzie nie chcą wykształcać w sobie takich zdolności, nie szukają sposobów na zmienianie swojego życia. Najłatwiej wziąć tabletkę, popić wodą i mieć spokój.

Skąd ten strach?

Przez wiele lat o bioenergoterapii zapomniano ze względu na rzekomą niezgodność tego typu praktyk z panującą powszechnie religią chrześcijańską. Leczenie rękami uznawano za niebezpieczny zabobon, który odwołuje się do szatańskich praktyk i przywoływania złych mocy. Uzdrowiciel tłumaczy jednak, że wbrew obiegowym opiniom reiki nie oddala się od religii nawet na krok: – Lęk przed bioenergoterapią wynika zazwyczaj z niedouczenia. Przecież Jezus był mistrzem nad mistrzami w dziedzinie bioenergoterapii. Potrafił jednym dotknięciem uzdrawiać ludzi. Podobne zdolności miał także ojciec Pio. Historia zna wielu zakonników, którzy rozwijali takie zdolności i pomagali ludziom.

Zdaniem praktyków reiki bioenergia istnieje w mistyce chrześcijańskiej jako źródło wszelkiego stworzenia i nieskończone dobro czyli Bóg. Może być ona rozumiana jako bezosobowa siła kosmiczna i życiowa, albo też jakość umysłowa i duchowa. Jednak ze względu na swój niekonwencjonalny charakter wiele osób uważa tego typu terapie za oszustwo, które przynosi ludziom ulgę w cierpieniu jedynie dzięki efektowi placebo. Nie istnieją żadne badania naukowe, które w jednoznaczny sposób mogłyby zaprzeczyć tym zarzutom lub je potwierdzić. Dla pana Jerzego nie ma to jednak większego znaczenia: – Najlepiej uzdrawia się ludzi, którzy zupełnie nie wierzą w działanie bioenergoterapii. Bo oni nie oczekują niczego, idą z ciekawości, tym bardziej, że to za darmo. W momencie, kiedy taki sceptyk zauważa, że mu to pomaga, jest zaskoczony. To, czy ludzie w to wierzą czy nie, nie ma dla wyników uzdrawiania żadnego znaczenia – dodaje.

Często zdarza się również, że ludzie narzekają na nieskuteczność bioenergoterapii, ponieważ po odbytym seansie stan chorego poprawił się na krótko, a ból powrócił. Uzdrowiciel tłumaczy jednak, że podobnie jak z wizytami u lekarzy specjalistów, również takie wizyty muszą być regularne aż do całkowitego powrotu do zdrowia: – Chory organizm pochłania niesamowite ilości energii i sesja nawet raz na tydzień to bywa za rzadko. Bioenergia to paliwo, bez którego organizm nie potrafi funkcjonować. Trzeba „ładować” człowieka tak długo, aż nie nauczy się sam pobierać energii z otoczenia. Dopiero wtedy można uznać, że pacjent jest zdrowy.

kamienie relaks rownowagaFot. Pixabay.com

Nie ma jednak wątpliwości, że każda kuracja musi przede wszystkim rozgrywać się w umyśle chorego. Poddawanie się działaniom bioenergoterapeuty, wizualizacja dobrych duchów przewodnich czy modlitwa to działania, które odwracają uwagę od dolegliwości i dają nadzieję na pokonanie choroby. A samo niedopuszczenie bólu do świadomości i koncentrowanie się na przyjemnych bodźcach (na przykład na łagodnej muzyce czy odprężającej medytacji) może przyspieszać wyzdrowienie bo mobilizuje organizm do walki z tym, co go wyniszcza. Tego typu przesłanki sprawiły, że American Medical Association of Hawaii na życzenie pacjentów dopuściło do leczenia za pomocą reiki w szpitalach.

 


Komentarze (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
Nie ma tu jeszcze żadnych komentarzy

Skomentuj

Posting comment as a guest.
Załączniki (0 / 2)
Udostępnij swoją lokalizację

SPECJALNOŚĆ ZAKŁADU

Maseczka z kwiatu paproci
Maseczka z kwiatu paproci
Cudowny eliksir z jabłek
Cudowny eliksir z jabłek
Black Friday to dopiero początek!
Black Friday to dopiero początek!
Medycyna wsłuchana w pacjenta
Medycyna wsłuchana w pacjenta
Na co komu zmiana czasu?
Na co komu zmiana czasu?
Miód – słodkie remedium
Miód – słodkie remedium
5 powodów do założenia warzywnika
5 powodów do założenia warzywnika
Terapia futerkowa
Terapia futerkowa
Arrow
Arrow
Slider