Dwa kilogramy barwników, konserwantów, stabilizatorów, zagęszczaczy i innych substancji dodatkowych – tyle konsumuje przeciętny Polak w ciągu roku. Informacja taka pojawiła się w jednym z pierwszych w 2019 roku raportów Najwyższej Izby Kontroli, wzbudzając ożywioną dyskusję na temat jakości jedzenia, po które codziennie sięgamy.

sztuczne jedzenieFot. rawpixel via UnsplashRzadko kiedy raport NIK wzbudza tak powszechne zainteresowanie i natychmiastową gorącą debatę. Trudno się jednak dziwić, bo wnioski płynące z kontroli dotyczącej substancji dodatkowych w żywności dostępnej na polskim rynku są niewesołe.

Kontrolerzy wzięli pod lupę 501 powszechnie dostępnych produktów. Okazało się, że w kupowana przez nas żywność przeciętnie zawiera 5 substancji dodatkowych na jeden towar. Niechlubną rekordzistką została kiełbasa śląska wieprzowo-drobiowa, w której jest aż 19 takich dodatków. Słabo wypadają też parówki (16). Kajzerka ma aż 7 takich substancji. Tylko 11 proc. produktów nie zawierało żadnych ulepszaczy.

NIK opracował też jadłospis złożony z pięciu posiłków, w którym obiad przygotowywany jest we własnym zakresie. W tej symulacji dziennie przyswajamy aż 85 różnych „E”.

nik dodatki do zywnosci 4 jedniodniowa dietaźródło: Najwyższa Izba Kontroli

Brzmi strasznie, ale trzeba pamiętać, że substancje te są zaakceptowane przez Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA), pozwalają przedłużyć trwałość produktu, poprawiają jego smak i wygląd, umożliwiają stworzenie wersji „light”. Każda z osobna jest dla naszego zdrowia bezpieczna. Izba w swoim raporcie zwróciła jednak uwagę na to, że skala używania dodatków do jedzenia jest tak duża, że najwyższa pora zbadać, czy konsumowane na taką skalę – przy współczesnym sposobie odżywiania – nie stanowią już jakiegoś zagrożenia. NIK zarzuca tu bierność Głównemu Inspektoratowi Sanitarnemu, który – zdaniem autorów raportu – powinien zająć się badaniami substancji dodatkowych właśnie w takim szerokim ujęciu i kwestionować używanie zbyt dużej liczby dodatków w jednym produkcie.

W tym kontekście raport przywołuje m.in. prowadzone przez prof. Ewę Czarnobilską z Centrum Alergologii Klinicznej i Środowiskowej Collegium Medicum UJ w Krakowie dziesięcioletnie badania wśród 63 tys. uczniów krakowskich szkół, które wykazały, że prawie połowa z nich ma objawy alergii. W opinii naukowców z Centrum jest to w dużej mierze skutek chemizacji naszego środowiska i obecności między innymi w pokarmach dodatków do żywności.

Na ów zarzut bierności GIS zareagował natychmiast, podkreślając, że nie ma wymogu prowadzenia analizy dodatków do żywności pod kątem ich potencjalnego synergicznego działania. Wnioski kontrolerów NIK podsumował jako zbyt uogólnione, zbyt daleko idące i rysujące scenariusz najgorszy z możliwych. Obie instytucje natychmiast weszły w polemikę.

 

Izba nie zostawiła suchej nitki nie tylko na GIS. Oberwało się też innym służbom, w tym inspekcji handlowej i sanitarno-epidemiologicznej. Z danych zebranych przez NIK wynika, że substancje dodatkowe były przedmiotem nielicznych kontroli sanepidu (poniżej 10 proc.). W dodatku na ponad 330 dozwolonych substancji dodatkowych nasze służby są w stanie laboratoryjnie przebadać tylko około 65 z nich. Gdy dodamy do tego rozproszone kompetencje instytucji odpowiedzialnych za ocenę jakości żywności i niskie wynagrodzenia ich kontrolerów (1,6-1,9 tys. zł netto), trudno się dziwić, że żadna nie wychodzi przed szereg, rzucając się w wir trudnych, kosztownych analiz.

Jako dobry wzorzec NIK wskazał Danię, która w odniesieniu do substancji dodatkowych wprowadziła limity dużo bardziej restrykcyjne od unijnych. To o tyle istotne, że w krajach rozwiniętych, do których zalicza się też już Polska, aż 70 proc. diety stanowi żywność przetworzona. Nie znaczy to jednak, że zjadamy te same składniki, co np. Duńczycy czy nasi sąsiedzi zza Odry. Badania przeprowadzone w latach 2017-18 na zlecenie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta wykazały, że producenci kierują na nasz rynek towary gorszej jakości niż na rynek niemiecki.

I tak niektóre marki chipsów smażone są na oleju palmowym, gdy idą do sklepów w Polsce, a na słonecznikowym, gdy ma je chrupać klient z Niemiec. Innym przykładem jest serek Almette z ziołami – niemiecki wyprodukowany był z twarogu, ziół, cebuli, czosnku i soli. Polski zawierał twaróg, odtłuszczone mleko w proszku, cebulę, sól, czosnek, kwas cytrynowy, zioła i naturalne aromaty. Dodany regulator kwasowości przeczył napisowi na opakowaniu, że serek zawiera w „100% naturalne składniki”.

chipsyFot. Pixabay

NIK bije na alarm, GIS twierdzi, że raport izby opiera się na naukowych analizach przypadków, nie zaś faktyczne wyniki badań żywności pod kątem zawartości substancji dodatkowych. I co ma z tym wszystkim zrobić zwykły Kowalski?

Czytać etykiety, ale bez robienia uprzednio habilitacji z chemii. Jeśli lista składników jest za długa i jest na niej dużo niezrozumiałych słów, poszukać jedzenia z listą mniej skomplikowaną. Kupować produkty z krótszym terminem przydatności do spożycia, bo w nich na pewno będzie mniej konserwantów. Rzadziej sięgać po gotowe do odgrzania potrawy. Wybrać pieczone zamiast wędzonego. Nie panikować, tylko spokojnie przemyśleć swój jadłospis.

Chociaż wnioski NIK na pierwszy rzut oka wieszczą nam zdrowotny kataklizm, warto wziąć pod uwagę fakt, że najbardziej spektakularne, bo niemal siedmiokrotne przekroczenie limitu spożycia kwasu sorbowego i sorbinianów dotyczy zaledwie 5 proc. dzieci i młodzieży. Substancje te konserwują ciasta, pieczywa i aromatyzowane napoje, które tak lubią najmłodsi Polacy. Wychodzi więc na to, że co dwudziesty milusiński powinien po prostu dużo rzadziej sięgać po butelkę z gazowaną słodyczą.

Tymczasem EFSA raz jeszcze zbada te dodatki, które dopuściła do użytku przed dziesięciu laty i wcześniej. W 2020 r. badania będą zakończone i wtedy okaże się, czy i z czego producenci muszą zrezygnować. Taki los spotkał już używane do barwienia mięsa E 128. Być może na cenzurowanym znajdą się niektóre konserwanty. Istnieją badania, których wyniki sugerują np. możliwy związek przyswajania azotynów i azotanów z nowotworami układu pokarmowego.

wędlina bułka kanapkaFot. Pixabay

Profesor Marek Naruszewicz, kierownik Katedry Farmakognozji i Molekularnych Podstaw Fitoterapii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego wskazuje, że ponowna ocena dodatków do żywności to sygnał, że zaczyna się oceniać potencjalne ryzyko dla zdrowia dodatków do żywności i jest to szczególnie ważne dla tych grup populacji, które są szczególnie wrażliwe na czynniki środowiskowe. Należą do nich alergicy, osoby z rodzinną historią chorób nowotworowych oraz ludzie w podeszłym wieku z upośledzoną funkcją wątroby i nerek.

– Nie znamy także jeszcze mechanizmów interakcji dodatków do żywności z większością leków stosowanych w chorobach cywilizacyjnych tj. nadciśnienia tętniczego, cukrzycy chorób układu sercowo-naczyniowego. Problem jest niebagatelny, gdyż mamy 9 mln ludzi z nadciśnieniem tętniczym i 3 mln cukrzyków oraz ponad 1.5 mln osób z chorobami układu sercowo- naczyniowego – twierdzi naukowiec.

Wśród proponowanych przez NIK rozwiązań jest zmiana wyglądu etykiet na produktach spożywczych tak, by zawierały informację na temat ilości użytych substancji dodatkowych. W ten sposób teoretycznie moglibyśmy policzyć, ile polisorbatów już dzisiaj zjedliśmy. Tylko ilu z nas faktycznie już sumuje np. skonsumowany w ciągu dnia cukier i sód? Robią to tylko prawdziwi zapaleńcy, posiłkując się w tym specjalnymi aplikacjami. Z drugiej strony taki wymóg mógłby sprawić, że producenci żywności zrezygnowaliby z niektórych metod wytwarzania żywności, chociażby ze względów wizerunkowych. To z kolei prowadziłoby do wyeliminowania z rynku tańszych towarów, ponieważ używanie dodatków pozwala zmniejszać koszty produkcji. Wątpię, czy Polacy ze swoimi portfelami są na to gotowi.

Cały raport NIK można przeczytać tutaj. Polemikę GIS znajdziecie natomiast tutaj.

 


Biorą udział w konwersacji

Komentarze (13)

Ocena 0 z 5 na podstawie 0 głosów
COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

Słyszałam o tym temacie ostatnio w radiu, przerażające. Przypomina mi się stwierdzenie "wszystkim co jesz albo karmisz albo leczysz swoją chorobę".

COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

Rzeczywiście, coraz więcej lekarzy - także w Polsce - zaczyna zwracać uwagę na rolę diety w procesie zarówno leczenia, jak i profilaktyki chorób.

COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

Ja pier.....to jedyny koment jaki przychodzi do glowy:( straszne

COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

Sami poniekąd do tego doprowadzamy. Lubimy dużo i tanio, bo zakupy sprawiają nam przyjemność. Żeby było dużo i tanio, musi być na skróty.

COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

Nie.. nikt tego nie będzie sumował Trzeba zwracać uwagę na skład, ale często lepszy skład to wyższa cena. Chyba nic z tym nie możemy zrobić póki co...

COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

Jest też inny aspekt - wyrzucamy bardzo dużo jedzenia, o czym też już wiele razy pisaliśmy. To znaczy, że stać nas na to, żeby marnować żywność. Może więc kupić mniej, ale lepszego?

COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

Staramy się jeść zdrowiej, ale nawet w zdrowych rzeczach jest chemia. Takie są czasy, że praktycznie nie da się tego uniknąć

COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

Masz rację! Nie da się tej chemii wyeliminować, zwłaszcza że wiele z tych chemicznych związków pochodzi z... natury. Najlepszym rozwiązaniem na dzisiaj jest unikanie gotowych dań, ale czy nam się chce wszystko od zera szykować?

COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

To straszne, jak dużo chemii zjadamy - sama mam tego świadomość i raczej staram się patrzeć na składy. Fakt - czasami mam ochotę "zgrzeszyć", więc i te mniej zdrowe produkty lądują w moim żołądku

COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

Każdy czasem grzeszy. Grunt żeby to "czasem" nie zmieniło się w "stale"

COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

Niestety mam w zwyczaju jeść masę niezdrowych rzeczy i zmiana tych nawyków jest moim planem na 2019 rok. Powoli zaczęłam to wprowadzać w życie już w połowie 2018, jednak zmiana przyzwyczajeń jest dość trudna.
To samo zresztą dotyczy kosmetyków -...

Niestety mam w zwyczaju jeść masę niezdrowych rzeczy i zmiana tych nawyków jest moim planem na 2019 rok. Powoli zaczęłam to wprowadzać w życie już w połowie 2018, jednak zmiana przyzwyczajeń jest dość trudna.
To samo zresztą dotyczy kosmetyków - odkąd zaczęłam zwracać uwagę na ich skład, moja skóra i włosy zaczęły się zmieniać na lepsze.

Czytaj więcej
COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

Zatem trzymamy kciuki za wytrwałość w realizacji tych postanowień

COM_KT_COMMENT_MINIMIZED_BY_MODERATOR

Przerażające:(

Nie ma tu jeszcze żadnych komentarzy

Skomentuj

  1. Opublikuj komentarz jako gość.
COM_KT_RATE_THIS_POST:
Załączniki (0 / 2)
Udostępnij swoją lokalizację

SPECJALNOŚĆ ZAKŁADU

Medycyna wsłuchana w pacjenta
Medycyna wsłuchana w pacjenta
Maseczka z kwiatu paproci
Maseczka z kwiatu paproci
Happy food czyli przez żołądek do szczęścia
Happy food czyli przez żołądek do szczęścia
Cudowny eliksir z jabłek
Cudowny eliksir z jabłek
Black Friday to dopiero początek!
Black Friday to dopiero początek!
Rocznie zjadamy 2 kg chemii. NIK bije na alarm
Rocznie zjadamy 2 kg chemii. NIK bije na alarm
Uważnie przez życie
Uważnie przez życie
Terapia futerkowa
Terapia futerkowa
previous arrow
next arrow
Slider